KOI Capital: po próbie zamachu stanu w Turcji część inwestorów będzie chciała wycofać pieniądze z tamtego rynku

Po nieudanej próbie zamachu stanu w Turcji zarówno tamtejsza waluta, jak i indeksy giełdowe w Stambule są już zbliżone do poprzednich poziomów. Zdaniem Andrzeja Kiedrowicza, dyrektora operacyjnego w spółce KOI Capital, fundusze lokujące kapitał w tureckie akcje wciąż jednak mogą być pod presją z powodu sprzedaży jednostek uczestnictwa przez inwestorów.

– Fundusze inwestujące bezpośrednio w tureckie akcje mogą być poddane ryzyku głębokiej przeceny – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Kiedrowicz, dyrektor operacyjny spółki KOI Capital, reprezentującej internetową platformę handlową Trade.com. – Inwestorzy prawdopodobnie będą chcieli wycofać pieniądze ze względu na ryzyko chaosu politycznego albo rozpoczęcia radykalizacji polityki tureckiej i przesuwania jej w kierunku coraz głębszej islamizacji.

Na ubiegłotygodniową próbę przejęcia władzy przez tureckie wojsko błyskawicznie zareagował rynek walutowy. Już w ciągu godziny po pierwszych doniesieniach o zamachu kurs tamtejszej waluty (liry) obniżył się o 2 proc. względem dolara, by zakończyć dzień z około pięcioprocentowym spadkiem. Główny indeks tureckiej giełdy Borsa Istanbul w poniedziałek natomiast rozpoczął notowania na poziomie o około 3,8 proc. niższym od piątkowego zamknięcia.

– Pucz został zażegnany, obozowi rządzącemu udało się szybko przejąć kontrolę – potwierdza Andrzej Kiedrowicz. – Oczywiście otwarte jest pytanie o polityczne i prawne reperkusje tego zdarzenia oraz o to, jak ono wpłynie na fundusze zaangażowane na tamtejszym rynku. Tego rodzaju ryzyka powodują, że przynajmniej część inwestorów będzie chciała dla własnego bezpieczeństwa wycofać pieniądze z funduszy, aby wypłacić ulokowane w nich środki i pozyskać gotówkę. Będą więc sprzedawać walory, co oczywiście obniży ich notowania.

W ostatnich latach Turcja była jednym z najmodniejszych kierunków lokowania kapitału przez inwestorów oczekujących solidnego zysku. Kraj ten bowiem mimo autorytarnych rządów rozwijał się stosunkowo szybko z uwagi m.in. na duży rynek wewnętrzny (przeszło 80 mln obywateli), ogromne inwestycje zagranicznych koncernów, zdrowe finanse publiczne i dobrze zabezpieczone przed ewentualnym kryzysem finansowym banki.

W 2010 roku turecka gospodarka rosła w tempie 8,9 proc. rocznie, a w 2014 roku fundusze lokujące na tamtejszym rynku środki zajmowały pierwsze miejsca w rankingach najbardziej dochodowych, wypracowując 30–40 proc. zysku.

– Zamach w Nicei był natomiast zdarzeniem jednorazowym. Mieliśmy już do czynienia z podobnymi wydarzeniami w przeszłości – wskazuje Andrzej Kiedrowicz. – Rynki, brutalnie mówiąc, zdążyły się przyzwyczaić do takich sytuacji, więc ich reakcja w tym przypadku była bardzo krótkoterminowa.

Po zamachu we Francji na giełdzie w Paryżu traciły przede wszystkim akcje spółek związanych z branżą turystyczną (Nicea jest popularnym kurortem wakacyjnym). Spadły także notowania (o około 2,5 proc.) linii lotniczych EasyJet oraz Air France. O 3,5 proc. zmniejszyła się także cena walorów sieci hotelowej Accor.

Źródło: www.inwestor.newseria.pl

marketingbusiness.pl

innowacja@marketingbusiness.pl

Galeria